Kino jednego aktora #2

Tegoroczne Oscary zdominowało kino jednego aktora. I bardzo dobrze. Nie ma lepszego aktorstwa, niż wielkie aktorstwo indywidualne.

Przyznaję, ja też nie wiedziałem, kto to była Judy Garland. I to pomimo tego, że znałem jej piosenki – w tym najsłynniejszą pieśń „Somewhere over the rainbow”. W Stanach Judy jest ikoną, i to nie tylko piosenki, ale i aktorstwa. Rozpoczęła karierę jako czterolatka, występując z dwiema starszymi siostrami, pod dyktando chorobliwie ambitnych rodziców. Potem wystąpiła w „Czarnoksiężniku z Oz”, będąc trzynastolatką. Ponieważ w scenariuszu było wyraźnie napisane, że bohaterka jest dziewczynką, a Judy zaczęły już rosnąć piersi i zaokrąglać się biodra, krępowano ją pod kostiumem. Zaś po to, by mogła długo pracować podczas dnia zdjęciowego, karmiono ją amfetaminą, później usypiano barbituranami, po czym po kilku godzinach budzono jakąś kolejną chemią. Dziś wydaje się to mocno nieprawdopodobne, ale potwierdzają to jej biografowie. Dlatego też do końca życia była uzależniona od środków pobudzających i nasennych, a od przypadkowego przedawkowania tych ostatnich zmarła w londyńskim hotelu w wieku 57 lat. Jej życie prywatne było ciągłą próbą: miała pięciu mężów i troje dzieci, dla których desperacko próbowała być normalną matką. Ani najstarsza córka Liza Minelli (sławna piosenkarka) ani Lorna (także wokalistka) i Joey Luft nie byli zainteresowani filmem „Judy” z Renée Zellweger w roli głównej. Zdaje się, że nie byli specjalnie zżyci z matką.

Wystarczy, że filmem zainteresowała się reszta świata. Zellweger w tej roli jest zupełnie niesamowita. Wygląda jak Judy Garland, owszem, ale to niezbyt jej zasługa. Natomiast porusza się i mówi, no i śpiewa, jak Judy Garland – i to już jest jej w pełni. Przeobrażanie się aktorów w postaci jest dla mnie źródłem fascynacji od zawsze, i w zasadzie jest powodem, dla którego prowadzę ten blog. Ale Renée Zellweger ma w sobie coś więcej. Potrafi złapać i oddać charakterystyczne ruchy postaci, obojętnie, czy to jest wcielenie prawdziwej osoby, czy twór wyobraźni. Na przykład jej Bridget Jones miała charakterystyczny, kaczy chód. A Ruby ze „Wzgórza nadziei” miała nerwowe tiki, świadczące o pewności siebie, przebojowym charakterze i pracowitości. Jej Judy jest także mocno charakterystyczna: niepewna, nerwowa, jakby niechlujna, ale czuła i wrażliwa. Ci, którzy znali Garland, są pod wrażeniem jej wcielenia w wykonaniu Zellweger.

Renée Zellweger sama mówi zaś, że nie tylko przeczytała wszystko co ukazało się na temat jej bohaterki, ale także spędziła pół roku na youtubie, dziękując, że on istnieje, bo inaczej musiałaby spędzić pół roku w czyjejś prywatnej kolekcji wideo. Ale chyba najważniejszy w mistrzowskim występie Renée jest jej śpiew. Głęboko poruszający, prawdziwy. Wszystkie duble piosenek, które są w filmie, zostały zaśpiewane na żywo od początku do końca przez aktorkę. Nie wiem, jak można to zrobić, imitując innego artystę. Co prawda reżyser Rupert Goold prosił Renée, by wykonała własną wersję, tak jak ją najlepiej czuje, ale aktorka opierała się na charakterystycznym sposobie śpiewania Garland – z mocnymi wibratami na koniec frazy i głębokimi, basowymi zaśpiewami. Jak to dobra aktorka, Zellweger na czas nagrywania filmu naprawdę stała się Judy. To niewiarygodne!

W ten sposób oddała dramat tej postaci. Gigantyczne zagubienie. Miłość do dzieci, którym nie potrafiła dać domu, choć chciała. Ogromną potrzebę normalności, której zwyczajnie nigdy nie poznała. Pragnienie miłości, które widać w wątku z nowym facetem Mickeyem Deansem (ostatnim, piątym mężem artystki). Poszukiwanie prawdziwej przyjaźni, które widać w znakomitym fabularnie wątku dwóch fanów-gejów (ten wątek został wymyślony dla filmu, a przynajmniej nic nie wiadomo o wspólnym wieczorze artystki z dwoma Londyńczykami). Każdy człowiek jest skomplikowany i wielowątkowy, a wrażliwe artystki szczególnie. Potrzeba wrażliwości artystycznej równie wielkiej, a może i większej, by takiego człowieka oddać aktorsko.

Aktorstwo to przedstawienie człowieka z jego głęboko skrywanymi problemami. Być może o ukazanie człowieczeństwa chodzi w każdej sztuce, ale w aktorstwie widać je wyjątkowo dobrze. A nie ma większego aktorstwa niż indywidualne – w którym jednego człowieka odtwarza jeden człowiek.

„Judy”
reż. Rupert Goold
scenariusz: Tom Edge
Oscar 2020 dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej: Renée Zellweger

PS. Dodam jeszcze, że Oscara dla najlepszej aktorki w głównej roli wręczał Renée Zellweger jeden z najlepszych aktorów tzw. młodego pokolenia, Rami Malek. Jego rola w „Bohemian Rhapsody” też jest świetnym przykładem kina jednego aktora. Malek jako Freddie Mercury skradł ten film całkowicie.

3 uwagi do wpisu “Kino jednego aktora #2

  1. Na najbliższy wolny wieczór już sobie zaplanowałam oglądanie filmu o Judy Garland. Bardzo jestem ciekawa tej produkcji i samej Renée, którą niby lubię, ale nie do końca, czasem mi czegoś w niej brakuje. Przy okazji też odniosę się do Jokera, bo tak jak na Tobie, na mnie też zrobił paskudne wrażenie. To były stracone 2 godziny. I ja niestety nie widziałam sensu. Aktorstwo tak, sensu nie.

    Polubione przez 1 osoba

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s