Tonic espresso #1

Życie nie toczy się tak, jak powinno się toczyć, ale jest takie, jakie jest. Sposób, w jaki sobie z tym radzisz, stanowi całą różnicę. Proszę mi wybaczyć ten nadęty wstęp rodem z podręczników motywacyjnych dla niespełnionych korpoludków i wannabe-warszawiaków, ale cóż, kiedy to zwyczajnie prawda.

Szósta rocznica założenia tego bloga jakoś mi umknęła. Już dawno nie miałem tyle pracy co we wrześniu i w październiku. Musiałem wzbudzić w sobie całe pokłady nowej energii, ale także absolutnego skupienia, by się nie pogubić. Całe moje życie to jest ciągłe opanowywanie chaosu w głowie. Miliony słów, które latają mi przed oczami, staram się – non stop, na jawie i we śnie – ułożyć w logiczny ciąg. Zresztą dokładnie po to jest ten blog. Z setek notatek wyłuskuję coś, o czym uznaję, że jest godne opublikowania, a i tak rzadko się udaje. Dokładnie tak samo mam w pracy. Większość czasu i energii zajmuje mi ustalenie priorytetów i planu. Nie potrafię funkcjonować bez notatek, list, przypomnień i terminów w kalendarzu. Codziennie tworzę listy zadań do wykonania i konsekwentnie się ich trzymam. Piszę za dużo, a potem odsiewam. Jakoś sobie z tym radzę już paręnaście lat. Otóż w minionych miesiącach osiągnąłem w tym najwyższy możliwy poziom. Z powodu kilku dużych, ważnych i kosztownych aktywności działu, którym zarządzam, a także dlatego, że miałem sporo zaległości.

Niezmiennie jednak wierzę, że moje życie układa się dokładnie tak, jak powinno. Kiedy działo się bardzo dużo w moim życiu prywatnym (narodziny Glorii, potem choroba i śmierć taty), niewiele działo się w pracy. A kiedy wróciłem do niej i ogarnąłem tzw. bieżączkę, posypały się akcje marketingowe, szkolenia i eventy, które musiałem mozolnie złożyć w sensowną strategię. I właśnie wówczas na nowo poczułem energię do pracy i życia w ogóle.

Jednocześnie, skoro już mam rok przemian, postanowiłem pozamykać różne niedokończone rzeczy w moim życiu. Grzebię się więc w przeszłości, zacząłem zresztą tym tekstem. Mam wściekłe postanowienie pokończyć je do końca roku. A przynajmniej zacząć kończenie, a może wręcz pokończyć zaczynanie kończenia. Domyślacie się, że praktycznie nie sypiam. Dlaczego nie pomarnować jeszcze trochę więcej czasu, opisując to na blogu?

W międzyczasie byłem z krótkimi wizytami w Gdańsku i Krakowie. Popracowałem, pospacerowałem, posłuchałem muzyki, popiłem to i owo. Między innymi nauczyłem się pić espresso z tonikiem. W knajpkach tworzących tzw. warszawkę ten bezalkoholowy napój nazywają ET. Wolę nazwę tonic espresso. Ni to drink, no to kawa. Jednocześnie orzeźwiający i spieniony aromatyczną cremą. Pycha! Takiego odświeżenia i energii poszukiwałem! Przypasowało mi idealnie do wskoczenia w głęboki nurt codzienności, z której płynie mnóstwo satysfakcji.

W chęci zrównania się z tonią życia, jeśli już trzymać się tych hydrologicznych metafor, staram się nie zmniejszać zaangażowania w rodzinę. W tym zwariowanym roku, w którym doświadczyłem już jednych narodzin i jednej śmierci, ciężko zachować równowagę psychiczną. Duże dziewczyny zaczęły kolejny rok szkolny, przez większość czasu ich nie ma, nie minie chwila, a już będą startować do liceum. Tymczasem Gloria zaczęła raczkować i popierdala po całym domu, ganiając koty i przeszukując zakamarki. Przy tym gada jak najęta, cieszy buzię cały czas, i co chwila zanosi się radosnym śmiechem. Jest cudowna. I uwielbiana przez wszystkich domowników i ludzi, którzy się przez ten dom przewijają.

Wróciłem do czytania. Nie wierzę nikomu, kto twierdzi, że nie ma czasu czytać. Nie masz czasu? Zastanów się, ile go dziennie poświęcasz na przeglądanie portali, skrolowanie fejsa albo łykanie głupich filmików na jutubie. Sądzę, że wiele z tych rzeczy robimy nieświadomie. Kiedy sobie uzmysłowimy, ile czasu to zajmuje, natychmiast okaże się, że na czytanie jest go aż nadto. Tym bardziej, jeśli ma się kindelka. Jestem zdania, że za ten wynalazek ktoś powinien przytulić Nobla.

Owszem, świat jest chujowy, a czasu mamy niewiele. Ale mamy też inteligencję. Która polega nie tylko na tym, by widzieć więcej wokół siebie, i zdawać sobie sprawę z marności życia. Także na umiejętności dostosowania się, akceptacji tego, czego nie da się zmienić i własnych niedoskonałości. Innymi słowy, inteligencja służy do radzenia sobie ze złem świata. Proste? Ktoś mądry niedawno zwrócił mi na to uwagę. Okazuje się, że mając prawie czterdzieści lat możesz dowiedzieć się w życiu czegoś ożywczego i otwierającego oczy. To zupełnie jak poznać nowy pyszny napój, którego składniki znałeś doskonale od lat, ale nie znałeś ich genialnego połączenia. To otwarcie na nowy smak jest jak otwarcie na nową mądrość. Nie musisz wszystkiego robić idealnie. Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Nie musisz nad wszystkim panować. Panuj nad sobą, a to wystarczy. Będziesz bardziej wyluzowany, zdrowszy i znacznie wiarygodniejszy. A teraz odetchnij i pociągnij łyk kwaśno-gorzko-słodkiego tonic espresso.

CDN.

Cytat w leadzie: Virginia Satir – amerykańska psycholożka, jedna z pionierek nowoczesnej psychoterapii

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s