Wyobraźnia wymaga ćwiczenia

Jeśli ktokolwiek śledzi ten blog mniej lub bardziej, zauważył pewnie, że ostatnio niewiele się tu dzieje. Strasznie mi przykro. Już nieraz się z tego tłumaczyłem. Ale też miałem postanowienie żeby przestać się tłumaczyć, a zacząć z powrotem odżywiać Amaktora. I poszedłem na kolejny kurs aktorski.

Czy jesteś, Piękno, z nieba czy też z piekła rodem?
W twym spojrzeniu anielskim i szatańskim płynie
Cnota mącona zbrodnią, przesyt truty głodem,
Możesz przejść się w sobie jak pragnienie w winie.

W twych oczach jutrznie wstają, zapadają zorze,
Zapach świeżości roisz jak po burzy kwiecie,
Przez filtr całunków z ust swych podobnych amforze
Sączysz słabość w herosa a zuchwałość w dziecię.

Już od pierwszej chwili w pewien niedzielny poranek, kiedy słońce zawitało nad miastem, a ja z rozbitym łbem (nie jestem w stanie wykonać czegokolwiek w domu i ogrodzie, żeby nie nabić sobie guza, nie zedrzeć kolan, albo chociaż nie przemoczyć butów) przyszedłem do pustego teatru, złapałem oddech inspiracji. Teatr zawsze jest inspirujący. Już jego zapach, czarne ściany, przytłumiona akustyka, chłód wystroju a jednocześnie ciepło klimatu, są orzeźwiające. Teatr to miejsce, w którym po prostu musi się „coś” dziać. A mówiąc „coś”, mam na myśli jakieś przeżycie, coś głębiej, więcej niż tylko żarcie, spanie i pracowanie. A nawet niż tylko rodzina i dom. Coś więcej niż szczęście. Może po prostu przeżycie. To coś.

Idziesz po trupach drwiąc z ich daremnych żywotów.
Gnój nie jest twym diamentem najskromniej bajecznym,
Mord, ulubieniec twoich najdroższych klejnotów
Na brzuchu wzdętym pychą drga w transie tanecznym.

Czy jesteś blaskiem gwiazdy, czy prochem ciemności?
Jak wierny pies za tobą idzie przeznaczenie.
Rządzisz, za nic nie biorąc odpowiedzialności
I jak popadło siejesz radość i cierpienie.

W rosyjskiej szkole aktorskiej stosuje się ćwiczenie, które trwa 24, 48 lub więcej godzin, a wykonuje się je w parze. Jedna osoba zostaje ślepcem – po prostu zamyka oczy. To zadanie aktorskie, bowiem trzeba mieć zamknięte oczy przez cały czas wykonywania ćwiczenia. Taka osoba na ten czas faktycznie ślepnie. Jej partner ma za zadanie ją prowadzić. Pomagać w wykonywaniu normalnych czynności, trzymać za rękę, prowadzić przez ulicę, albo tylko patrzeć i czuwać, jeśli to wystarczy. Wszystko zależy od partnerów. Wbrew pozorom „ślepiec” nie staje się bierny, a „opiekun” – wyłącznie aktywny. To jest współpraca. Najlepiej, jeśli partnerzy mało lub wcale nie rozmawiają, lecz polegają bardziej na wyczuciu. Buduje się relacja partnerska, która przyda się później w pracy aktorskiej.

Partnerzy mogą robić co im się żywnie podoba. Pewnego razu, podczas wykonywania tego ćwiczenia, uczestnicy kursu aktorskiego zrobili wypad na miasto. Dwie pary, niezależnie od siebie, wylądowały w tej samej restauracji i postanowiły razem zjeść obiad. Cały czas w roli. Możecie sobie tylko wyobrazić konfuzję kelnera, kiedy dwóch idiotów nie otwierało oczu, a drugich dwóch idiotów próbowało im wytłumaczyć, co się dzieje wokół. Ale być w roli to znaczy naprawdę przeżywać. „Ślepcy” są ślepi, a „opiekunowie” się opiekują, to jest przeżycie, a przeżycie przekłada się na inspirację.

Kiedy ktoś ci mówi wyobraź sobie, że jesteś ślepy, tak naprawdę do końca nie wiesz, co to znaczy. Ale kiedy przeżyjesz to, choćby tylko przez kilkanaście minut i tylko na niby, wiesz już dużo więcej. Tyle że to nie jest wiedza – to coś w rodzaju doświadczenia. Doświadcza nie tylko „ślepiec”. „Opiekun” też, bo musi sprawić, by partner mu zaufał. Tak samo, jak ufa się partnerowi na scenie. Spektakl to dzieło zespołowe. Jeśli się zdekoncentrujesz, zapomnisz tekstu, zagotujesz się lub zawstydzisz reakcją z widowni, twoi partnerzy mają za zadanie uratować przedstawienie. Kiedy aktorzy sobie ufają, to odbywa się automatycznie. Po prostu grają dalej, podrzucają ci twój własny tekst, albo wymyślają na poczekaniu coś, co rozładowuje sytuację. I to jest prawdziwe doświadczenie artystyczne.

Ćma skwiercząc w ogniu świecy modli się: kapłanko
Światła, bądź pochwalona, spal sny nierozumne!
Kochanek gdy pochyla się drżąc nad kochanką
Jest jak umierający, co pieści swą trumnę.

Nieważne, czy przybywasz z nieba czy też z piekła,
Jeśli, monstrum genialne z marzenia i błota,
Do tej nieskończoności, która mnie urzekła
Tajemnicą wieczystą, otworzysz mi wrota.

Nieważne, czy cię począł Bóg czy bies w otchłani,
Czy lśnią welurem oczu wstydy czy bezwstydy,
Jeśli ujmiesz, jedna królowo i pani,
Choć trochę nędzy życiu, a światu ohydy.

Jestem głodny doświadczeń artystycznych i mam nadzieję wkrótce ten głód zaspokoić. Kurs aktorski rozpoczęty, kilka scenek już zagraliśmy. Dom i rodzina też są ważne, pewnie nawet najważniejsze, ale lista priorytetów nie ma ograniczeń. Podobnie jak wyobraźnia.

Cytat: „Hymn do piękna”, Charles Baudelaire

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wyobraźnia wymaga ćwiczenia

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s