Liczby

4 dni temu stuknęło mi 37. Boli. Może inaczej: mam 3 lata do 40-stki. I co z tego wynika? Nic, tyle że urodziłem się w pamiętnym roku 1980. A gdybym się urodził rok później, rok wcześniej albo 2017 lat temu? I w ogóle o co chodzi z tą czterdziestką? Czy naprawdę jest tak bardzo inna niż 39, 38 albo pierdolone 37? Okrągłe rocznice jakoś biją po głowie, ale te nieokrągłe, które do okrągłych nieuchronnie zbliżają, są niewiele lepsze. 

oscars-2017_1

Nie cierpię matematyki. A jednak, jak wszyscy, mam jakieś głębokie wewnętrzne uwielbienie dla liczb. Staram się jednak być świadomym tego, że liczby służą tylko do poprawiania nam humoru. Mają sprawiać komfortowe wrażenie, że panujemy nad życiem. Gówno prawda, nad niczym nie panujemy, moje 37 jest tego najlepszym dowodem. Po co komu cyferki? Matematyka jest największym oszustwem wszechświata, bo i tak wszystko zależy od interpretacji. Podobno nawet czas jest względny, a co dopiero życie.

Jakieś 10 lat temu chciałem być starszy, niż byłem. Zawsze wyglądałem dziecinnie i nawet sporo po 20. roku życia nie chcieli mi sprzedać piwa w sklepie. Potem zaczęli sprzedawać bez pytania i kiedy się skapowałem, było już za późno. Jest taki moment w życiu człowieka, gdy przechodzi się cienką linię: przed nią na tekst jestem taki stary przyjaciele reagują prychaniem, buczeniem, śmiechem lub przynajmniej głośnym powątpiewaniem. Za tą linią udają, że nie usłyszeli, co powiedziałeś.

89. gala oscarowa zapisała się w historii głośnymi zgłoskami z powodu grubej wpadki. Coś takiego nie wydarzyło się nigdy wcześniej. Oscary to takie gotowanie się we własnym sosie amerykańskiego przemysłu filmowego: ludzie, którzy żyją z nowo powstających filmów, organizują imprezę dla ludzi żyjących z filmów, z udziałem innych ludzi żyjących z filmów. Wprawdzie na początku i na końcu jest publiczność, która płaci za bilety do kina, brandowany popcorn i zestawy żarcia z filmowymi zabawkami – ale jednak jest jakoś obok, jak gdyby mogło jej wcale nie być. Mimo wszystko to pasjonująca impreza, kolosalne wydarzenie, które śledzą miliardy ludzi i którą warto śledzić. Musi być ekstra i jest ekstra. Nawet jeśli czasem coś nie wypali. A może nawet tym bardziej.

26 lutego 2017 roku „La La Land” przez 2,5 minuty był najlepszym filmem według Amerykańskiej Akademii Filmowej. Po czym przestał. Okazało się, że zapowiadający zwycięzcę Faye Dunaway i Warren Beatty (którzy tym samym świętowali 50-lecie filmu „Bonnie and Clyde”) dostali nie tę kopertę, co trzeba. Zgodnie ze scenariuszem powiedzieli: Oscar dla najlepszego filmu idzie do…, ale ciąg dalszy, wynikający z kartki, którą wyjęli z koperty, nie pasował. Nastąpiła zdecydowanie zbyt długa chwila konsternacji, którą oboje próbowali ukryć za pokerowymi minami. W końcu Dunaway wzięła całość na siebie, mówiąc: „La La Land” (a następnie zniknęła i długo nie można było jej zlokalizować). Twórcy filmu weszli na scenę, rozpoczęły się podziękowania, zaczęło się robić tłoczno i coraz bardziej chaotycznie. Operatorzy kamer nie wiedzieli co filmować, a co ukryć. Zamieszanie robiło się coraz gęstsze. Wreszcie producent niedoszłego zwycięzcy, Jordan Horowitz, powiedział: Nie dostaliśmy Oscara, wygrał „Moonlight”. To nie jest dowcip. Po czym zaczął machać na Barry’ego Jenkinsa, reżysera „Moonlight”. Okazało się, że Beatty otworzył kopertę, w której była kartka z laureatką nagrody za najlepszą rolę kobiecą: Emmą Stone za rolę w „La La Land”. Ta treść wprowadziła prowadzących w konfuzję. Najciekawsze, że Emma Stone już dawno siedziała z nagrodą w garści; w drugiej ręce trzymała swoją kopertę z kartką, identyczną jak ta, którą dostał Beatty.

Kopertami z wynikami głosowań członków Akademii zajmuje się specjalnie do tego celu wynajęta firma audytorska PricewaterhouseCoopers. 2 ludzi otrzymuje 2 zamknięte walizki, w każdej z nich znajduje się komplet kopert. Niezależnie od tego, ci ludzie znają wyniki. Oboje są transportowani na galę 2 niezależnymi konwojami z ochroną i stoją po 2 różnych stronach sceny w Dolby Theatre w LA. Wchodząca na scenę osoba otrzymuje kopertę z właściwą kategorią z 1 lub 2 walizki. Co się stało w najważniejszej kategorii wieczoru 89. Oscarów? Nie wiadomo, ale PwC już uruchomiło dochodzenie.

Nie minęła godzina, a świat obiegły teorie spiskowe. Nie mam zamiaru ich przytaczać, komentować, ani odrzucać, bo kiedy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi, zwłaszcza gdy mówimy o jednym z najbardziej dochodowych biznesów na świecie. Ale to wszystko nieważne. Podoba mi się, że nawet galę oscarową można spieprzyć. Umówmy się, nawet największe wydarzenie kulturalne świata robią ludzie. Jimmy Kimmel, prowadzący w tym roku galę, stanął w tej sytuacji na wysokości zadania i jakby nigdy nic powiedział w swoim stylu: „Mówiłem żeby mnie nie prosili o prowadzenie tej imprezy – na pewno ją spartolę”. A następnie bez ceregieli wciągnął w to wszystko Matta Damona, z którym mają od lat zabawę we wzajemne wbijanie szpili: „Nieważne kto wygrał, jedno jest pewne: Matt Damon przegrał.” Po imprezie zaś tak wspominał tę wpadkę: „Siedziałem, patrzyłem jak robi się coraz większy bałagan i myślałem: zaraz wyjdzie na scenę prowadzący i wszystko pozamiata. Po czym przypomniałem sobie, że to ja jestem prowadzącym”.

Nie wiem, czy 89. gala nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej zostanie zapamiętana bardziej niż 88., 87. czy 50., ale na pewno pozostanie w pamięci tych 33 milionów ludzi, którzy ją oglądali na żywo, i pewnie setek milionów później. Pozostanie przynajmniej przez rok, do następnego rozdania Oscarów. Podobnie jak moje 37 będzie mnie przerażało tylko do następnego 9 marca, kiedy skończę 38. Potem to już z górki.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Liczby

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s