Łemko #1

Spędziłem ostatnio tydzień na Łemkowszczyźnie. W klimacie Beskidów, w zdrojowym powietrzu, wśród drewnianych cerkwi i kościołów poczułem znów inspirację, której mi brakowało od tygodni. A przy okazji przypomniałem sobie o pewnym przedziwnym artyście i cudownym filmie o nim. 

nikifor_1

Łemkowie to potomkowie Rusinów z południowego wschodu Polski. Ten tworzący się od jakichś stu lat naród dziś jest rozbity w wyniku przesiedleń powojennych. Być może właśnie przesiedlenia scementowały tę grupę ludzi, bo mieszkający dziś na Dolnym Śląsku Łemkowie tęsknią za swoimi cerkwiami, swoją wiarą, a przede wszystkim za przepięknymi górami. Ci zaś, którzy mieszkają wciąż w Beskidach, żyją częściowo w Polsce, a częściowo na Słowacji i posługują się dźwięcznym językiem zbliżonym do ukraińskiego, który zapisują cyrylicą. Poza tym są zupełnie normalnymi ludźmi, jak wszyscy. A czasem i wśród nich znajdzie się jakiś odlot.

w blaszanym pogiętym pudełku
mieszkają okruchy tęczy
barwne kamyki
z których Pan Bóg
zrobił mozaikę ziemi

Ten wiersz Herberta opowiada o pewnym niezwykłym artyście z gór. Znany był jako Nikifor. Nikt nie znał jego nazwiska, dopiero po wielu latach zostało ono ustalone sądownie. Ale dużo wcześniej oficjalnie nadano mu nazwisko Krynicki, bo przez całe życie był ściśle związany z Krynicą – pięknym miasteczkiem w Beskidach, które odwiedziłem będąc ostatnio w górach. Zajrzałem do muzeum poświęconego temu niezwykłemu artyście i przypomniałem sobie piękny film o jego życiu.

Epifaniusz Drowniak nazywał siebie samego Nikiforem lub Netyforem. Ledwie mówił z powodu odziedziczonej po matce wadzie wymowy. Nie wiadomo czy umiał czytać, pisał tylko wersalikami, ciągiem, niezbyt zrozumiałe słowa po polsku-niepolsku, jak gdyby szyfr. Żył ze sprzedaży obrazów, a właściwie obrazków, które malował siedząc na murku lub ławce na krynickim deptaku. Nie wiadomo kto uczył go malarstwa, dopiero po śmierci znaleziono wśród jego rzeczy szkice i wprawki, na których uczył się perspektywy (być może sam). Mieszkał u dobrych ludzi, którzy pozbywali się go, gdy okazywało się, że zaraża gruźlicą. Aby sprzedać cokolwiek, nosił zawieszony na szyi list, napisany przez kogoś mu przyjaznego: Drodzy państwo, jestem malarzem ludowym. Sam uczyłem się sztuki malarstwa. Obrazki moje po mnie zostaną. Są od innych inne, bo są tylko moje, własne. Później, gdy doceniono go już na świecie, ten żebraczy dokument został uzupełniony o zdania: Moje wystawy były nawet w Paryżu i w Amsterdamie. Napisano o mnie dużo artykułów i duże książki. W ten sposób namawiał krynickich kuracjuszy na zakup pamiątki z sanatorium. Może był naprawdę genialny, a może ktoś nad nim czuwał, może nawet istnieje Bóg, który opiekuje się oświeconymi dziwakami. Dość, że przeżył całe życie na pomocy innych ludzi, aż w końcu usłyszał o nim Kraków, za nim Warszawa, a za nią cały świat. „Obrazki” dziś warte są fortunę, a Nikifor zmarł w wieku siedemdziesięciu kilku lat w biedzie, choć, dzięki dobrym ludziom, nie w ubóstwie.

„Mój Nikifor” to film niedawno zmarłego Krzysztofa Krauzego, nakręcony według scenariusza jego żony Joanny Kos. Opowiada o dziwnej przyjaźni, uzależnieniu albo może braterstwie Nikifora z Marianem Włosińskim (Roman Gancarczyk) – malarzem z Krakowa, zatrudnionym jako plastyk w Domu Zdrojowym w Krynicy. Jednym z głównych wątków filmu jest konflikt między nim a jego żoną, spowodowany tym, że Włosiński coraz więcej czasu i uwagi poświęca Nikiforowi zamiast domowi i dwóm córkom. Tym bardziej gdy wychodzi na jaw, że malarz choruje na zaawansowaną gruźlicę. Jak każda matka dba przede wszystkim o swoją rodzinę, a tu jej facet opiekuje się zacofanym i brudnym żebrakiem, który, tak się składa, jest genialnym artystą.

Nikifora Krynickiego fenomenalnie zagrała Krystyna Feldman. Tak, kobieta. To jedna z dwóch ról męskich, zagranych przez kobietę, jakie znam – drugą jest Hamlet zagrany u Wajdy przez Teresę Budzisz-Krzyżanowską. Ta postać jest pierwszą główną rolą filmową Krystyny Feldman, której doczekała się, mając ponad 80 lat. I jest to rola absolutnie genialna: ten jej Nikifor jest żywy, a zagrać niedorozwiniętego, lecz pełnego mądrości indywidualistę z ludu nie jest łatwo, tym bardziej jeśli jest przeciwnej płci. Piszę indywidualistę, choć można byłoby o nim powiedzieć: niedorozwój, idiota, nieprzystosowany do życia wariat. Ale tak naprawdę czym ten człowiek różni się od każdego z nas? Czy to dziwne, że żył wykonując pracę, będącą jego pasją? Czy to dziwne, że nie chciał jechać do sanatorium dla gruźlików, bo wolał umrzeć w swoim mieście rodzinnym? Po prostu był wyjątkowy jak każdy z nas. I właśnie tak zagrała go Feldman. Bez oceniania, bez silenia się, po prostu zagrała starszego człowieka, tak charakterystycznego, jak tylko może być malarz, człowiek obcy, inny, Łemko.

CDN

cytat pochodzi z wiersza Zbigniewa Herberta

Reklamy

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s