Tata zhipisiał #2

Kiedy pewnego wieczora stanąłem w otwartym oknie i marzyłem o moim ogródku, Ida poleciała do Mo i krzyknęła: Mamo, tata zhipisiał! Rozśmieszyło mnie to. Przypomniałem sobie, jak to było, kiedy miałem długie włosy, słuchałem Jefferson Airplane i znałem na wyrywki piosenki z „Hair”. Poczułem, że wracam do korzeni.

Źródło: Press Association

Potrzebuję przestrzeni, bliskości natury, dystansu od ludzi. Do szału doprowadzają mnie właściciele psów. Z jakiejś przyczyny psiarze uważają, że Pole Mokotowskie jest miejscem, w którym ich pupil może biegać zupełnie wolno, a przy tym zatruwać powietrze donośnym szczekaniem na inne psy, robiące dokładnie to samo. Moje dzieci boją się psów, zwłaszcza latających i szczekających do woli. I zawsze, ale to zawsze znajdzie się jakaś durna baba, która wrzeszczy, jakby imitując swojego pieska: „nie bój się, nie ugryzie”. Tak jakby dziecko było winne temu, że przestraszył je obrzydliwy, zaśliniony zwierz. Kiedy pysknę, że pies w miejscu publicznym powinien mieć smycz i kaganiec, obrażona baba odchodzi, smędząc coś o mojej nieczułości na potrzeby zwierząt. Przysięgam, że kiedyś rzucę się na taką babę z własnymi zębami.

Spam! Spam! Spam! Spam! Spam! Spam!

Albo ławki. Kiedy już cudem znajdę pustą ławkę, zaraz przysiądzie się starsza osoba, po której widać, że zaraz się odezwie. Ja nie chcę rozmawiać. Z nikim. Nie chcę słyszeć szczekania, krzyków pijanej młodzieży, bezsensownych rozmów, wrzasku dziatwy, ryku wściekłych matek na dzieci, bzyku rolek, przeklętych dzwonków rowerowych. Całej tej kupy hałasu, którą produkuje człowiek. Najchętniej wysadziłbym całe Pole Mokotowskie w powietrze. Tylko jednej rzeczy byłoby mi szkoda: knajpy Jeff’s. Będę za nią tęsknić, bo kiedy już się wyprowadzę na wieś, to nigdy, przenigdy nie wrócę w weekend na Pole Mokotowskie.

Człowiek z tłumu: Matko Briana! Czy jesteś dziewicą? Mam nadzieję, że to nie za bardzo osobiste pytanie.
Matka Briana: Nie za bardzo osobiste? Czy wyobrażasz sobie coś bardziej osobistego?!!
Tłum: Czyli jest.

Lubię wracać do muzyki, której nie słuchałem całe lata. Na przykład Bluesbreakers Johna Mayalla. Dawno zdążył mi się znudzić ten gość, ale kiedy włączę „Blues from Laurel Canyon”, gdzie gitarę solową robi późniejszy rollingstones Mick Taylor, po prostu spadają mi spodnie. Powrót do korzeni jest zupełnie dobrym zjawiskiem. Paul McCartney, 73-latek, wciąż wymyśla nowe rzeczy, a jego kolejne albumy brzmią jak nagrane przez dwudziestolatka. Ale mimo wszystko w wywiadach i na koncertach wciąż wraca do swojej wielkiej schedy beatlesowskiej, zupełnie jakby skomponował „Michelle” wczoraj, a nie 50 lat temu. Podoba mi się takie podejście. Wydaje mi się, że można naprawdę iść do przodu tylko wtedy, gdy ma się stabilne podstawy. Jak na przykład świadomość tego, co zrobiło się w przeszłości.

Oprócz czystości, lekarstw, edukacji, wina, porządku publicznego, nawodnienia, dróg, akweduktu i opieki zdrowotnej – co Rzymianie zrobili dobrego dla nas?!

Pozostawiam więc przeszłość. Moje dzieci będą rosnąć w domu pod Warszawą, trochę ciesząc się z przestrzeni, a głównie narzekając na odległość od cywilizacji. Trudno, mamy samochód, do cholery. Tata zhipisiał, staje się ogrem, zaakceptujcie to. Mam ochotę jakoś w wielkim stylu zakończyć ten tekst, ale jedyne, co przychodzi mi na myśl, to wielka bosa stopa, rozgniatająca go z cichym pierdnięciem.

Cytaty: Latający cyrk Monty Pythona

Advertisements

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s