Gajdzin #2

Wspominałem już, że to będzie rok zmian? Te zmiany już następują. Przychodzą tak szybko, że aż czuję się nieswojo. Jak cudzoziemiec w Japonii, czyli w języku autochtonów – Gajdzin. 

gajdzin_2

Dziadek (…) jest właścicielem tego domu. Czyli milionerem według standardów światowych. Tylko o tym nie wie. Odziedziczył dom po ojcu w czasach, kiedy Sanbanchō było pewnie wsią rybacką. To, że mógłby sprzedać tę chałupkę i kupić za to willę na Florydzie, (…) jest dla niego równie abstrakcyjne jak przenosiny na Marsa.
– Wie pan, czytałem, że najdroższa ziemia na świecie jest właśnie tutaj: Tokio, Sanbanchō.
– Oj, tak, bardzo drogo! (…) Tak drogo zrobiło się w Japonii… dlatego właśnie jestem biedny!

DOM
Oczywiście największym wydarzeniem, które wprowadza chaos w moje uporządkowane życie, jest fakt, że kupiłem dom. A to znaczy wyprowadzkę z mojego oswojonego Mokotowa… tak, na wieś. Całe życie mieszkałem w bloku. Wyobrażacie sobie bardziej ekstremalną zmianę życia? Dla mnie to niemal to samo, co zamieszkać w Japonii. Na szczęście wszelkie niepokoje związane z przeprowadzką i nowym lokum są u mnie całkiem inne niż na Dalekim Wschodzie:

Ja mam jeden mebel: taki regał, coś w rodzaju półki z blatem do pisania. Kiedy przeprowadzałem się do mojej obecnej kwatery w Senkawa, to przewiozłem go na rowerze.
– Chrzanisz! – Sean zbyt niedawno przybył ze świata, w którym do przeprowadzek służą ciężarówki.

Wśród licznych nowości związanych z domem czekają mnie na przykład przeżycia typu zoologicznego. W okolicy mojego nowego domu śpiewają ptaki i szum miasta prawie nie istnieje. Zaraz obok zaczyna się spory las, więc sądzę, że spotkania z dzikami mogą być częste. Na szczęście z pewnością nie czekają mnie takie konfrontacje: Japońskie karaluchy są ogromne (…), mają wredny charakter i przyparte do muru potrafią nawet latać. 

Od kiedy kupiłem dom, zaczynam się na serio zmieniać. Stałem się na przykład wieśniacko oszczędny. I nawet mnie nie drażni! Zaś od Japonii mam zamiar ściągnąć pewną cudną zasadę: zdejmowanie butów przed wejściem do domu. Choć ta tradyzja pochodzi z obcej kultury, bez wahania wprowadzę ją w moim domu. Tym bardziej, że spotkanie stóp z podłogą będzie tam czystą przyjemnością: ogrzewanie podłogowe zainstalowane będzie dosłownie wszędzie. Podobnie jak w Japonii, tak i u mnie wejście do domu w butach jest daleko gorszym przestępstwem niż np. wyniesienie jego zawartości pod osłoną zmroku. 

No właśnie, zmiany obejmują także nagły strach o swój dobytek. Dotąd jakoś nigdy o tym nie myślałem. Jest taka scena w „Przyjaciołach”, w której Ross wytyka Joey’owi, że nie wykupuje ubezpieczenia: „A ty ryzykanciku!”. Śmiałem się z tego kiedyś; teraz zastanawiam się nad wydaniem pieniędzy na polisę od kradzieży. A w Japonii nawet kradzieże wyglądają inaczej niż u nas: Japończycy nagminnie kradną rowery i parasole, ale NIC innego, więc może nie jest to kradzież, tylko umowa społeczna.

Kultura Japonii jest mocno różna od naszej, ale chyba w inny sposób, niż moglibyśmy sobie wyobrażać. Wielu Japończyków nie rozumie zasady pisania na klawiaturze. To dla nich za bardzo nieinstynktowne. (…) Japonia jest w niektórych aspektach nowoczesna, w innych zacofana. Komputeryzacja społeczeństwa jest daleko za Zachodem. A propos. Przeżyję tkwienie na wiosce, nawet przez całe życie, powiedzmy z małymi przerwami na teatr, kino czy śniadanie w knajpie raz na jakiś czas. Ech, przeżyję nawet bez tego, byle tylko na mojej wiosce był szybki internet. Nie umiem żyć bez mojej zewsząd dostępnej chmury. Pod warunkiem, że będzie dostępna natychmiast, tak po prostu, tak jak jestem przyzwyczajony. Wyjście jest jedno: satelita. Talerz na dachu zawsze uważałem za najbardziej buracką rzecz na świecie, ale co robić, będę wieśniakiem, to i satelitę muszę mieć. Na szczęście mój dach jest całkowicie płaski. Mogę umieścić antenę tak, że z dołu nie będę jej widział. Moja satelitarna wioskowość pozostanie tylko w moim umyśle. I tak ma być.

No i na koniec: skoro już wyprowadzam się na wieś, to chyba wrócę do picia alkoholu. W końcu nie mogę się tam czuć jak niepijące kuriozum! W Japonii alkoholizm nie jest chorobą społeczną, bo alkoholikami są wszyscy. W kraju, gdzie butelka tej twojej żubrówki kosztuje mniej niż obiad w taniej knajpie, NIE DA się nie pić!

Cytaty pochodzą z: „Bezsenność w Tokio”, Marcin Bruczkowski

CDN

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Gajdzin #2

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s