Święto zmarłych

Pierwszego listopada jak zwykle zrobiliśmy inaczej niż wszyscy. Rozpoczęliśmy dzień nietypowo nawet dla nas, a zakończyliśmy cudnym filmem.

zyciepi_3

Nigdy nie pchamy się w tłumy 1 listopada. Jeździmy na cmentarze albo innego dnia, albo w nocy. Wiedzieliście kiedyś ciemny cmentarz pokryty mnóstwem tańczących ogników, niby ciepły koc? Coś cudownego. Ale w tym roku zrobiliśmy kompletnie pod włos: Mo z dziećmi poszła do ZOO, a ja wylądowałem… w pracy. Fma.

Pracę pomijam, skupmy się na ZOO. Okazało się, że 1 listopada jest dla zwierząt świętem seksu. Uważam, że całkiem słusznie. Małpy, słonie i foki bzykały się na całego, aż Mo nie wiedziała, czym zająć dziewczynki. Gdy znalazły się przy wybiegu osła, ujrzały domownika z fujarą zwisającą do ziemi. Moja żona spłonęła jak każda dziewczyna udająca grzeczną, zaś Emma nic nie zauważyła, a Ida ograniczyła się do lakonicznego komentarza: To chłopiec. Kiedy Mo mi to później opowiadała, tarzałem się po podłodze ze śmiechu.

Po obiedzie zajęliśmy się wypoczywaniem. Zwaliłem się na kanapie, dzieci pochowały się u siebie, a Mo chciała włączyć telewizor:
– Gdzie jest pilot? Ktoś widział pilota?
Żeby nawiązać do zwierzęcego dnia seksu, pokazałem na swoje krocze i rzuciłem:
– Tu masz pilota.
Odpowiedź Mo nie mogła być bardziej celna:
– Chuj nie pilot.
A kiedy dzieci poszły spać, obejrzeliśmy cudowny film, który idealnie pasował do tego dnia.

„Życie Pi” to obsypany Oscarami film Anga Lee („Tajemnica Brokeback Mountain”) z 2012 roku, który opowiada o walce z żywiołami, o istnieniu Boga, wierze lub niewierze w niego. O prawdzie, jeśli taka istnieje. Do Kanady przyjeżdża pisarz poszukujący tematu do pisania, ale też poszukujący religii w sobie. Trafia do Piscine’a Patela, który, jak niesie fama, ma do opowiedzenia historię, która odmienia każdego, kto jej posłucha. Pi opowiada więc o szczęśliwym dzieciństwie w Indiach i o katastrofie statku, w której ginie cała jego rodzina. On jedyny się ratuje, po czym spędza 9 miesięcy na tratwie ratunkowej z tygrysem zwanym Richardem Parkerem. W trakcie tej opowieści pojawia mnóstwo niesamowitych historyjek, związanych z psychologią człowieka, wolą przetrwania, kulturami Francji, Kanady i Indii, czy z pochodzeniem przedziwnego imienia bohatera. Życie Pi to splot niewiarygodnych historii. „Niewiarygodnych” to najlepsze słowo, bo tak naprawdę nie chodzi o to, czy te historie są prawdziwe, albo czy chociaż kawałek z nich zawiera prawdę. Chodzi o to, czy w nie wierzysz.

Pi Patel rozstaje się ze swoimi bliskimi bez pożegnania. Po prostu zostawia ich śpiących w kajucie, bo nie chce mu się spać. A gdy orientuje się, że statek zatonie, jest już za późno. Później jakimś cudem udaje mu się współistnieć przez kilka miesięcy z głodnym tygrysem. Ale myli się, jeśli sądzi, że wytworzyła się między nimi przyjaźń. Gdy tylko dobijają do tajemniczej wyspy, tygrys po prostu znika w krzakach, nie spojrzawszy na swojego towarzysza podróży. Pi czuje żal i przypomina sobie, że nie pożegnał się również z ojcem, matką ani licznym rodzeństwem. Rozłożyło mnie to. Nigdy nie pożegnałem się z moją mamą. Odeszła nagle. Nie byłem nawet na jej pogrzebie, bo leżałem w szpitalu. Minęło już 13 lat, a ja ciągle za nią tęsknię. Nie poznała ani mojej żony, ani naszych dzieci. Wiem, że gdzieś tam jest, widzi nas i obserwuje rozwój naszej rodziny, ale nie mogę się do niej odezwać. Zawsze już będę za nią tęsknić. Jej śmierć sprawiła, że uwierzyłem w Boga. Wybrałem Jego drogę, jeśli już muszę napisać coś egzaltowanego. Elfriede Jelinek w genialnej powieści „Wykluczeni” mówi ustami jednego z bohaterów, że wiara w Boga wynika z tchórzostwa. Zgadzam się w tym. Bałem się żyć ze świadomością, że nie ma nic więcej.

Pod koniec filmu Pi pyta pisarza:
– To moja historia w dwóch wersjach. Którą wolisz?
– Tę z tygrysem. Jest lepsza.
– Dziękuję. I tak samo jest z Bogiem.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Święto zmarłych

  1. Nie da się zrobić wszystkiego na zapas. Nie da się „żegnać na zapas”. Zawsze pojawi się żal, że się czegoś nie zrobiło, nie zdążyło.. Wiem, co czujesz, takie emocje zostają na zawsze.
    A poza tym… jak w jednej z moich ulubionych piosenek: „trudno nie wierzyć w nic”

    Polubione przez 1 osoba

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s