„Lalka. Najlepsze przed nami” w Teatrze Powszechnym

Jedenaścioro zupełnie niezłych aktorów (plus sześcioro statystów!) przez prawie trzy godziny wygłupia się na scenie. Mnóstwo rzeczy i słów składa się na wielkie widowisko, z którego niewiele wynika. Dawno się tak nie męczyłem w teatrze. Było tam jednak na szczęście coś dobrego.

Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny

Mam wrażenie, że ktoś wydarł pojedyncze strony z powieści Prusa, dodał trochę przypadkowych odrzutów z dzieł mało znanych autorów (chodzi o takie pogniecione kartki z maszyny, których śmietniki pisarzy muszą być pełne). Potem dorzucił do tego kilkoro aktorów, mnóstwo niepotrzebnych rekwizytów i niezwykle skomplikowaną scenografię. Położył to wszystko na scenie, po czym uciekając rzucił bombę.

Sztuczna krew, prawdziwe łzy, dziecięce bączki, kolorowe balony, obrotowy stół, drgawki aktorów, fantazyjne kapelusze, worki pieniędzy, szuflady pełne rupieci, kolosalne elementy scenografii i bardzo dużo słów. To tylko wycinek dobrodziejstwa, którym publiczność jest częstowana ze sceny. Może to i dobrze. Na tym spektaklu zarobiła cała chmara ludzi od aktorów przez dźwiękowców, dekoratorów, techników sceny, malarzy, statystów po inspicjentki*. Role są przeraźliwie długie, aktorzy wykonali naprawdę tytaniczną pracę. Nie mogłem jednak pozbyć się myśli, że tyle mówić może tylko ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia. Jakby na dopełnienie wywleczono na scenę małą dziewczynkę, która zupełnie dobrze zagrała, bo cały czas się dobrze bawiła.

Gdybym powiedział „przesyt”, byłoby to za małe słowo. Nie byłem w stanie zapamiętać więcej niż kilka słów z tego zalewu. A to przecież słowa niosą treść. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że jestem po prostu za głupi. Możliwe. Ale chciałbym przypomnieć, że teatr nie jest dla fachowców, tak samo jak muzyka nie jest dla muzyków, ani kino dla aktorów czy reżyserów. Sztuka jest dla ludzi. Wszystkich. Normalnych.

Przemęczyłem się do końca, bo są tu elementy dobre, przede wszystkim aktorstwo. Wokulski został wykreowany przez Marcina Czarnika na dość paskudnego typa, ale zastanawiając się nad nim głębiej, można mu było współczuć. O ile pamiętam, właśnie taki był Wokulski Prusa. Podobał mi się także Ochocki (Jacek Beler), jedyny myślący i czujący człowiek spośród licznych postaci. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Anita Sokołowska jako Izabela. Gdy w jednej z bardziej emocjonalnych scen rzuciła krzesłem prosto w przerażonych ludzi siedzących w pierwszym rzędzie, przeprosiła w roli, tak jakby przepraszała postaci na scenie. A potem jeszcze zabawnie do tego faux-pas nawiązała. Cały czas będąc w swojej roli!

Drugim powodem, dla którego nie wyszedłem przed końcem przedstawienia, była muzyka. Stworzyła ją Joanna Halszka Sokołowska z zespołu Der Father, która występowała na scenie jako gitarzystka i śpiewaczka. I jednocześnie jako dobry duch, który spajał ten cały bałagan w całość. Grała i śpiewała interesująco, nietypowo, intrygująco. Jeden z wersów ze śpiewanej przez nią piosenki pozostał mi w głowie aż do powrotu do domu. Dziś, po kilku tygodniach od obejrzenia „Lalki”, wciąż mogę to zanucić: And this is how we start… A skoro coś mi jednak w głowie z tego spektaklu pozostało, to nie jest tak źle.

Rozumiem, że tematem w tym spektaklu jest samotność wśród ludzi, niezrozumienie, życzeniowe podejście do rzeczywistości. Przez odstręczającą formę trudno jednak dojść do tego prostego w sumie sedna.

 

„Lalka. Najlepsze przed nami” – Teatr Powszechny
reżyseria: Wojciech Faruga
scenariusz sceniczny: Wojciech Faruga, Paweł Sztarbowski
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Agata Skwarczyńska
dramaturgia: Paweł Sztarbowski
muzyka: Joanna Halszka Sokołowska z zespołu Der Father
asystent reżysera: Damian Kwiatkowski
inspicjentka: Ewa Kancler-Żeleńska
suflerka: Barbara Sadowska
występują: Karolina Adamczyk, Aleksandra Bożek, Maria Robaszkiewicz, Anita Sokołowska, Joanna Halszka Sokołowska, Julia Wyszyńska, Jacek Beler, Marcin Czarnik, Michał Jarmicki, Piotr Ligienza, Michał Tokaj

* Inspicjentki miały dużo roboty. Musiały uspokajać nerwową atmosferę, bo spektakl rozpoczął się z dwudziestominutowym opóźnieniem. Coś takiego zdarzyło mi się w teatrze po raz pierwszy.
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Foto: Magda Hueckel/Teatr Powszechny
Reklamy

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s