Strach przed śmiercią

strachprzedsmiercia3

Boisz się śmierci, bo jesteś człowiekiem. Ja też. Boję się jej jak cholera, ale mam pewien pomysł.

To niesamowicie inspirująca myśl: człowiek tym przede wszystkim różni się od zwierząt, że boi się śmierci. Zwierzęta instynktownie próbują uniknąć śmierci, ale nie przewidują jej, nie pojmują, więc też się nie boją. Może nawet człowiek stał się człowiekiem wtedy, gdy pojął śmierć, a pojął ją pewnie wówczas, gdy się jej przestraszył. Stanley Kubrick poszedł w „Odysei kosmicznej 2001” o krok dalej i nakreślił tezę, że człowiek wtedy przestał być małpą, gdy zabił drugiego przedstawiciela swojego gatunku, a więc zaczął rozporządzać śmiercią. Ta teza wstrząsnęła mną, kiedy pierwszy raz obejrzałem „Odyseję…”, zakochując się w niej po wsze czasy*. Możliwe, że wtedy także zacząłem bać się śmierci.

To jedyny sposób na życie: przygotować się do umierania.

Trudno nie bać się śmierci. W długi weekend moje dzieci siedziały u dziadków na Podlasiu, kilka kilometrów dalej w tym samym czasie utonęło dwóch chłopców. Śmierć czyha dosłownie wszędzie, ale najgorsze są znaki, które dyskretnie daje co chwilę. Przypomina mi się, jak jakiś rok temu umarła Skye Bartusiak – aktorka grająca córkę Mela Gibsona w „Patriocie” z 2000 roku. Dołączyła do zmarłego kilka lat wcześniej Heatha Ledgera, który także grał dziecko Gibsona w tym filmie. Tadeusz Łomnicki umarł na scenie poznańskiego teatru, gdy po wielu latach przygotowań pierwszy raz zmierzył się z „Królem Learem” Szekspira. Przygotowywał się do tej roli tak, jakby była to rola życia, i była nią naprawdę. Jak można się nie bać śmierci, skoro zewsząd do nas krzyczy?

Tego samego dnia, kiedy uświadomiłem sobie, że przeżyję, poczułem się jednocześnie bardzo źle, zrozumiałem bowiem, że umrę.

Słyszałem wywiad ze Szczepanem Twardochem, po tym jak wydał „Dracha” parę miesięcy temu. On mówił o śmierci jak o przyjaciółce, tak jakby była i należało ją tolerować. Tolerować śmierć? Dla mnie to szaleństwo. Jak można zaakceptować fakt, że kiedyś nie będzie się żyło? Jak można przełknąć myśl „kiedyś powiem do widzenia na zawsze”? Przyjąć do wiadomości, że będzie taki moment w życiu, w którym rozliczę się sam ze sobą i na zawsze pogodzę z niepodjętymi ryzykami, niebzykniętymi panienkami i niezrobionymi krokami? Nie, to nie dla mnie. A może po prostu zabrakło nam przyzwyczajenia do śmierci. Kiedyś gdy umierało dziecko, po prostu robiło się kolejne. Kobieta w połogu czasem zwyczajnie umierała, nie było rady. Dziś każdy facet zastrzeliłby położnika, który by dopuścił do śmierci jego żony, i bardzo dobrze. Po to się rodzimy, żeby żyć i do jasnej cholery dlaczego mielibyśmy się godzić, żeby kończyć to życie?

Prędzej umarłby, niż dał się zabić (…) i zamierzał żyć wiecznie albo przynajmniej umrzeć, próbując tego dokonać.

Chciałbym żyć jak najdłużej, jak najwięcej zobaczyć, jak najwięcej dać sobie i swojej rodzinie. Umieranie jest słabe. Umieranie jest tchórzliwe. Umieranie jest łatwym wyjściem. Umrzeć, bo tak jest stworzony świat? A co mnie to kurwa interesuje?! I mam wyjście. Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba: mam pomysł na przechytrzenie śmierci! Wiem, co zrobię na starość, by jej się nie dać! Zwariuję! To tak proste, że aż niewiarygodne. Najpierw trzeba oddać światu co jego: wychować dzieci i pomóc im wychować wnuki, popracować oczywiście, może pozwiedzać trochę świata, popielić grządki i pogawędzić z wykruszającymi się przyjaciółmi. A potem – zamiast zdziadzieć – zwariować! Zacząć grzebać w śmietnikach. Opowiadać niestworzone historie. Wymachiwać fiutem na ulicy. Śmiać się śmiechem szaleńca w publicznych miejscach. Trafić do szpitala, by łapać pielęgniarki za cycki – co za różnica czy smakowite dupy czy raszple. Wpadać w grupy kibiców, by cieszyć się zwycięstwem ich przeciwników – tylko po to, by zobaczyć co będzie, sprawdzić czy łamane kości jeszcze bolą, czy może już nie. Co masz do stracenia na starość? Jak inaczej możesz oswoić się z myślą o umieraniu, jak nie bawiąc się życiem, przeginając pałę, przesuwając granice?

Jeśli uda ci się opóźnić decyzję, co zrobić ze swoim życiem, aż do chwili, kiedy staniesz się dość stary, żeby przejść na emeryturę, wtedy nigdy nie będziesz musiał jej podejmować.

Tak właśnie zrobię. Nie umrę. Odpierdoli mi. Odbije mi palma, tak że nie będę nawet czuł umierania. Tak powiem mojej żonie, gdy będzie się ze mną żegnać na łożu śmierci: oswoiłem śmierć, bo kochałem życie. Dlatego zwariowałem. Nie dlatego, że byłem strasznie głupi, lecz dlatego, że byłem nieskończenie mądry. Bardzo się bałem śmierci, a zwariowawszy, przechytrzyłem ją. Nie tyle przestałem się jej bać – więcej, ja ją zniszczyłem, bo zdewaluowałem ją. Zabrałem jej wartość. Zabiłem jej ważność. Uśmierciłem śmierć. I dzięki temu prawdopodobnie mniej się jej bałem.

 

Cytaty pochodzą z: „Ostatni rozdział, czyli paragraf 22 bis”, Joseph Heller, 1994

 

* To jasne, iż „Odyseja kosmiczna 2001” Stanleya Kubricka jest dziełem wiekopomnym, pod warunkiem, że pominie się idiotyczne, hipisowskie rzygi ostatnich scen, które były zapewne efektem niewłaściwego pomieszania substancji chemicznych. 

strachprzedsmiercia2

 

Reklamy

11 uwag do wpisu “Strach przed śmiercią

  1. Uśmiałam się 🙂 To jest dobry pomysł, to wariactwo na koniec. Postanowiłam, że też oszaleję do cna,a co! Przypomniały mi się słowa Marka Aureliusza, cytowane zresztą w „Gladiatorze”, mówiące o tym, że nie jest chlubą uciec przed śmiercią, lecz uśmiechnąć się, gdy i ona się do ciebie uśmiecha. I tak sobie pomyślałam, że całkiem przyjemnie byłoby takiej uśmiechniętej kostusze pokazać starczy jęzor albo starą, oszalałą dupę 😀 Właśnie zaczęła działać moja wyobraźnia… 😉 Zmykam stąd 😀

    Lubię to

  2. Mam trochę inne podejście – prawdopodobnie z racji medycznego wykształcenia. Zaakceptowałam śmierć kilka ładnych lat temu, nie boję się jej – wszyscy umrzemy.Wcześniej czy później, każdego z nas to spotka, dobrze zdawać sobie z tego sprawę. Może jest mi łatwiej, bo nie wierzę w żaden ciąg dalszy – nieba, piekła, reinkarnacje, 72 dziewice… Taka kolej rzeczy guys.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Chciałem odpowiedzieć coś mądrego, że jak to akceptować śmierć, że jak to zdawać sprawę, ale potem doszedłem do dziewic. Dziewice? Dziewice. Eeeeemmmm… SIEDEMDZIESIĄT DWIE. Dziewice. Dziewice!

      Polubione przez 1 osoba

  3. Witam. 🙂

    Chyba jestes katolikiem 🙂 🙂 🙂

    Tak naprawde to nie wiesz czy zwierzeta cos mysla czy nie. Moj swietej pamieci pies mial sny poszczekujac wiec musial w snie gonic inne psy a to oznaczaloby jakies myslenie.

    Mozna zalozyc, ze myslisz wiecej o smierci niz robia to zwierzeta bo zamiast zyc w terazniejszosci wykraczasz w przyszlosc. Myslenie to bycie w przeszlosci lub przyszlosci. Nie daje sie myslec bedac w terazniejszosci. Nawet jak zaczynasz wyprzedzac terazniejszosc myslac co bedzie za sekunde to jest juz myslenie o przyszlosci czyli w skrocie jest to Myslenie.

    Przestan myslec a bedziesz szczesliwy. 🙂 Badz caly czas w terazniejszosci a zniknie Ci problem.

    Tak naprawde jezeli nie byloby smierci to stanowiloby to cos okropnego I niewyobrazalnego. Ja balem sie smierci bedac katolikiem (chrzescijaninem…chrzescijanem? 🙂 ) Po prostu nurtowalo mnie co bede robil przez cala wiecznosc wpatrujac sie w Boga) Stajac sie ateista odpadl mi problem.

    Nie roznimy sie tak bardzo od zwierzat. To tylko powielane osady, ze zwierzeta maja instynkt a my myslimy. Zarowno zwierzeta jak I rosliny mysla. Bo co to jest myslenie? Myslenie to miedzy innymi inteligencja. Roslina ( na przyklad drzewo) jest inteligentna bo wystawia sie ku sloncu. Rosliny doceniaja to ze o nie dbamy I odwzajemniaja sie nam. Wiec nie wywyzszaj sie w stosunku do nich. Nawet jezeli mysla mniej to znaczy ze zyja wiecej w terazniejszosci (czyli mniej mysla) a to oznacza wieksza szczesliwosc. Latwo udowodnic, ze jezeli mniej myslisz to czynisz sie szczesliwszym.

    Postaraj sie przez pol godziny nic nie myslec liczac tylko wdechy I wydechy a poczujesz sie o wiele szczesliwszym. Jezeli nigdy tego nie robiles to jest to trudne. Jezeli usilnie starasz sie nie myslec to im bardziej tego pragniesz tym bardziej ci sie to nie udaje. Wyluzuj I probuj oddychac bez wysilku. Jezeli przychodzi ci jakas mysl to nie wypieraj ja usilnie, po prostu delikatnie rezygnuj z niej. Z czasem nabierasz wprawy. Na poczatku jest ciezko to osiagnac. Ale jezeli bezustannie myslales przez tyle lat to niemyslenie przychodzi z trudem. Po prostu stare nawyki pokutuja. Niemyslenie powinno byc proste bo jest naturalne. Przez tyle lat myslenia masz zasmiecony mozg. Wiele mysli przychodzi automatycznie bo sie nimi onanizowales.

    Wiekszosc ludzi bezustannie mysli bo sie martwi o to co bylo w przeszlosci lub o to co bedzie w przyszlosci. Myslenie o tym co bylo w przeszlosci jest czystym masochizmem bo wiadomo ze cos co juz sie stalo nie odstanie sie. Wiec najpierw przestan myslec o przeszlosci. Poczatki sa trudne ale z kazdym dniem zauwazysz, ze robisz postepy. Nagradzaj sie za drobne postepy I mow WELL DONE. Sluze pomoca. Have a nice day. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, to prawda. Myślę non stop i chyba najwięcej o przeszłości, następnie o przyszłości. Tyle że ja to lubię. Myślenie sprawia mi satysfakcję, bo mnie rozwija, nawet jeśli się tym onanizuję 😃

      Lubię to

      1. Nie mowie abys absolutnie przestal myslec w sensie rozwijania sie. Nie mysl tylko ciagle o pierdolach. zmien swoje nawyki. Przeznacz okreslony czas dnia na myslenie refleksyjne ale potem daj sobie spokoj. Wez pod uwage ze tez myslisz jak spisz…. I masz te wszystkie niepotrzebne mysli w podswiadomosci, k tore automatycznie kieruja twoim zachowaniem. Cheers 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        1. O, to już mi się podoba. Dziękuję! Wezmę pod uwagę. Takie zmiany to są zmiany życiowe. W zasadzie o tym jest cały ten blog, bo dla mnie pójście do szkoły aktorskiej spowodowało cały ciąg takich wewnętrznych zmian.

          Lubię to

  4. Nie zgodzę się tylko z jedna tezą, że umieranie jest tchórzliwe. Owszem jeśli sam sobie odbierasz życie nie mogą udźwignąć nagromadzonych problemów ale to jedyny przypadek tchórzliwej śmierci. Co do śmierci to również napawa mnie lękiem ale mam bardzo kuriozalne wyobrażenie własnej śmierci, wydaje mi się że będzie mi bardzo brakowało rodziny, dzieciaków i żony i przepełnia mnie nieskończony smutek ale zdroworozsądkowo nie będę już wtedy żył więc raczej nie będę nic czuł a mimo wszystko myśląc o śmierci myślę o tęsknocie za życiem 😉

    Lubię to

    1. Tak, to prawda. Zbytnie myślenie o śmierci jest przejawem nieumiejętności życia tu i teraz. Lepiej tęsknić za życiem, niż rozważać o śmierci. Dzięki! 🙂

      Lubię to

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s