Nie jestę ekspertę

Na początku roku zadzwoniła do mnie znajoma specjalistka PR-u, która pracuje dla warszawskich deweloperów mieszkaniowych. Zgodziłem się zagrać ojca rodziny, który ogląda mieszkanie na Wilanowie, bo planuje wziąć kredyt 900 000 złych na 100 metrów. Tak, dziewięćset tysięcy na mieszkanie w bloku. Owszem, duże, ale jednak mieszkanie w bloku. Milion minus sto. Na Wilanowie. Chodzi o ten sam Wilanów, który w latach 80. był na końcu świata, a rodzinna wyprawa do parku/pałacu w Wilanowie planowana była na całą niedzielę wiele tygodni wcześniej. Dziś to podobno jest centrum – pozwalam sobie nie zgodzić się. Zero tramwajów, autobusy daleko, do metra dwa kilometry po stromej skarpie. Krótko mówiąc, musiałbym być kretynem, żeby wziąć kredyt na prawie milion i wydać go na mieszkanie tak sobie skomunikowane z sercem miasta, bez ogródka ani kawałka własnej ziemi. I to jeszcze tuż obok koszmarku Świątyni Opaczności, o przepraszam, Opatrzności.

alternatywy2

Traktowałem to wyłącznie w kategorii zadania aktorskiego. Żadne to wielkie zadanie aktorskie, ale dla kogoś, kto pół roku wcześniej skończył szkołę aktorską i do dziś nie znalazł teatru, w którym mógłby się udzielać, to zawsze coś. W tym zadaniu pomagał mi fakt, że rzeczywiście chcielibyśmy zmienić mieszkanie na większe. Nagranie trwało kilka minut, moje dziewczyny wyglądały ślicznie wszystkie trzy, materiał ukazał się w niedzielnych Wiadomościach o 19:00. Jeszcze tego samego dnia wieczorem dostałem mnóstwo telefonów z gratulacjami, że takie ładne mieszkanie kupuję. W pracy mnie znienawidzono, bo zwykle nie lubi się ludzi, których stać na to i owo. Darowałem sobie wyjaśnianie, że to gra aktorska. Jeden jedyny kolega trafił: byłeś w telewizji, Amaktorze. Miałem ochotę postawić mu za to piwo, ale generalnie przemilczałem sprawę. Zauważam, że aktorzy mogą mieć w życiu zdrowo przesrane.

Dwa dni później zadzwonił telefon. Pani przedstawiła się jako producentka audycji porannej Pytanie na śniadanie w Dwójce i chciała się dowiedzieć, czy to ja jestem tym panem, który wystąpił w Wiadomościach z rodziną. Potwierdziłem, na co producentka odetchnęła: o, to cudownie, potrzebuję eksperta do wypowiedzi jutro rano, przyjdzie pan? Ja ekspertem? No cóż, zadanie aktorskie. Zgodziłem się i następnego dnia odwiedziłem nowy budynek Telewizji Polskiej przy Woronicza. Wszyscy w studiu sprawiali wrażenie, jak gdyby mnie znali. Usiadłem w poczekalni, po czym przedstawiono mi drugiego eksperta, pana z portalu Domiporta, który miał opowiedzieć o tym, jakie są zmiany na rynku kredytów mieszkaniowych od początku nowego roku. Nie zdążyłem z nim nawet zamienić słowa, bo zabrano nas na makeup i usadzono w studiu. Podczas gdy asystenci przygotowywali plan, a kamerzyści sprzęt, stwierdziłem, że warto byłoby dowiedzieć się od pana eksperta, o czym właściwie będziemy rozmawiać. Chwilę pogadaliśmy, po czym przyszli prezenterzy. Pani Monika dawniej Richardson przedstawiła się jako Zamachowska. Kamery ruszyły i nie było już odwrotu. Zostawiliśmy przedstawieni kolejno: To pan z portalu Domiporta, a to pan Paweł. Pan Paweł nie jest ekspertem, ale chce kupić mieszkanie. Odpowiedziałem na trzy pytania, między innymi powiedziałem to, czego dowiedziałem się w rozmowie z drugim panem przed nagraniem. Byłem stuprocentowo zaangażowany i naprawdę wierzyłem, że jestem tym, kogo gram.

Do dziś różni znajomi mówią mi: Widziałem cię w telewizji, kupiłeś już to mieszkanie? Wygląda na to, że zadanie aktorskie wypadło jak należy: byłem wiarygodny. Tym niemniej nie obejrzałem się. Nie jestę ekspertę.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nie jestę ekspertę

  1. Gdzieś to już widziałam… No tak… w Alternatywach. 🙂 Mieszkanie w Wilanowie to chyba kara. Szczególnie ta betonowa wyciskarka do cytrusów, straszyła mnie już w drodze na poród. Na szczęście Warszawa to tylko wspomnienie. Wróciłam z Paryża i cały czas nie mogę się nacieszyć, że tam nie mieszkam!

    Polubione przez 1 osoba

        1. Fajnie się zwiedza, muzea są ekstra, ale szał jaki dotyczy mieszkania, robienia zakupów, poruszania się po mieście samochodem, jest po prostu jakimś wielkim nieporozumieniem. Kierowcy z Paryża nie mają pojęcia jak prowadzić samochód, który nie stoi w korku, więc na autostradzie są zagubieni i zrozpaczeni.

          Polubione przez 1 osoba

        2. Najpierw myślałem, że chcesz ponarzekać na Warszawę i juz chciałem jej bronić. A Ty jednak o Paryżu! Niesamowite. 😀

          Lubię to

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s