Co by było z dobrem, gdyby nie było zła #2

woland1

Dobro jest. I zło też jest. Otaczają nas, współistnieją i mam wrażenie, że nie mogą istnieć bez siebie. Mówi o tym pewna genialna książka i serial, który powstał na jej podstawie.  

„Mistrza i Małgorzatę” czytałem co najmniej dwukrotnie i pozostaję pod ogromnym wrażeniem tej książki. Serial Władimira Bortki nakręcony w 2005 roku nie interpretuje jej, lecz przedstawia wiernie. I wszystko tu się zgadza. Nawet do słabej, pseudonowoczesnej muzyki można się przyzwyczaić, bo usprawiedliwia ją znakomity obraz i genialne aktorstwo. Zwłaszcza Woland, grany przez Olega Basiłaszwiliego – opanowany, spokojny, pewny swoich argumentów. Wyjątkowo aktorska postać. Ale cała jego trupa: rąbnięty Korowiow i jeszcze bardziej rąbnięty człowiekot Behemot, jednooki Azazello czy wierna służąca Hella są tacy, jak ich sobie wyobrażałem. Szaleni, lojalni, beztroscy, mądrzy, pozbawieni taniej dwulicowości, rozwiąźli lecz pełni godności. Ich wizyta w porewolucyjnej Moskwie jest powodem dla opowiedzenia historii o jasnowidzu z Nazaretu, niejakim Jeszui Ha Nocrim. Oraz jego biernym oprawcy i nieuświadomionym uczniu – rzymskim namiestniku Judei, Poncjuszu Piłacie. To jest druga najlepsza rola tego obrazu. Opanowanie Piłata zdradza niezwykłą moc władzy, która w jakiś genialny, tajemniczy sposób przełamuje się pod wpływem spotkania z Jezusem, o przepraszam, Ha Nocrim. Walkę Piłata z samym sobą doskonale odwzorowuje grający go Kiriłł Ławrow. Najlepsza scena to ta, w której namiestnik w zawoalowany sposób zleca podwładnemu Afraniuszowi zabójstwo Judasza Iskarioty. Piłat zmienia się w trakcie opowieści, ale nic tego nie zdradza na zewnątrz. Zmienia się wewnętrznie, bo uwierzył. Zło pozostaje złem, ale przeradza się, kiełkuje dobrem, bo zaczyna rozumieć swoją istotę. A może samo zrozumienie już jest dobrem.

Tak jak w książce, Piłat jest tu jakby ważniejszy niż sam prorok Jeszua. Ten ostatni jest zwykłym człowiekiem, ale niezwykłym przez swój spokój i pokorne wyczekiwanie na śmierć. Podobnie jest w znakomitej powieści Eric-Emmanuella Schmitta „Ewangelia według Piłata”, która koncepcyjnie jest nawiązaniem do „Mistrza i Małgorzaty”, choć czerpie bardziej z Biblii niż z Bułhakowa. To jest dobro wewnętrzne. Całą miłość dla ludzi, złych ludzi, w tym Piłata, Jeszua z obu tych dzieł przeżywa wewnętrznie, podobnie jak strach przed nadchodzącą kaźnią, i to też jest znakomity materiał aktorski. U Bortki niezauważalne porozumienie między nim a Piłatem zachodzi wtedy, gdy Jeszua uśmierza ból głowy Piłata, choć ten o bólu nawet nie wspomina! Ten moment, gdy rzymski władca poddaje się Jeszui, jest całkowicie niezauważalny dla otoczenia Piłata, lecz jasny dla Jezusa, no i dla widza. Nie jestem specjalnie religijny, a na pewno jestem daleki od katolskiej egzaltacji, ale to naprawdę wzrusza. Czysta, wewnętrzna, psychiczna praca pary aktorów owocuje głębokim przeżyciem u publiczności.

Historię o Piłacie tak naprawdę snuje niejaki Mistrz, pisząc książkę, i to jest trzecia warstwa dzieła Bułhakowa oraz adaptacji Bortki. Mistrzowi nie wolno było wydać książki, bo uważano ją za złą z powodów doktrynalnych. Tak samo było z prawdziwym tekstem Bułhakowa. Tylko jedna osoba uwierzyła w Mistrza i w to, że jego książka jest dobra: Małgorzata (Anna Kowalczuk). I poświęciła dlań wszystko co miała. Ale to nie było poświęcenie, to było dla niej oczywiste. Oto czyste dobro – poświęcić dla kogoś bardzo wiele i nawet nie myśleć o tym jako o poświęceniu. Czynić to z czystej potrzeby, a więc trochę dla siebie. Czy to już nie jest zło? Ale czy dobro wyrządzone ze złej pobudki przestaje być dobrem? Nie, bo nie istnieje dobro bez zła.

Małgorzata to u Bortki przepiękna kobieta. Piękna wewnętrznie, skupiona na celu, bardzo kobieca w swoim dążeniu do uratowania ukochanego. I piękna zewnętrznie, z cudownym uśmiechem, bijącym z twarzy ciepłem i parą ślicznych cycków. Cycki grają w tym serialu niezły kawałek roli, i to nie tylko Małgorzatowe. Nie wchodząc w szczegóły, przynajmniej jeden cały odcinek jest pełen cycków. Po prostu roi się od nich, a mimo to nie przestają być piękne i dobre. Bo cycki są dobre, dobre są.

Nie wiem tylko, czy reżyser jest dobry. Władimir Bortko to znana postać rosyjskiej sztuki filmowej. Również radzieckiej, bo za starych czasów był członkiem KPZR i pracował w urzędach zajmujących się centralnym planowaniem kultury. Za to w nowych czasach znalazł się równie dobrze – jest od lat reprezentantem Dumy i oficjalnym przedstawicielem filmowców w rządzie Rosji. W marcu 2014 roku podpisał petycję działaczy kultury Federacji Rosyjskiej, udzielając poparcia polityce Putina na Ukrainie i na Krymie. Nie podejmuję się interpretować tego. A może to jest jedna z tych rzeczy, która interpretacji nie podlega. Bo nie istnieje dobro bez zła.

„Mistrz i Małgorzata” – serial Władimira Bortki
Polecam dla przypomnienia sobie tej wspaniałej książki, i dla wielu przeżyć aktorskich.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Co by było z dobrem, gdyby nie było zła #2

  1. Czytałem i oglądałem o czym napisałeś. Nie pozostaje mi nic innego niż się podpisać ;]

    To czy był w partii czy nie, nie ma znaczenia – tylko o to jakim był i jest człowiekiem.

    Polubione przez 2 ludzi

Podoba Ci się? Nie? Napisz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s